W oszałamiającym akcie autosabotażu, który wprawiłby w zakłopotanie nawet najbardziej niekompetentnego przestępcę, mieszkaniec Michigan został oskarżony o morderstwo z 1993 roku po tym, jak zadzwonił z tym, co zamierzał być anonimową wskazówką, ujawniającą lokalizację dawno zaginionego ciała ofiary.

Christopher Popps, lat 54, stoi w obliczu zarzutów morderstwa drugiego stopnia w sprawie śmierci Patricka Deartha, współpracownika z warsztatu samochodowego w Fairbanks na Alasce. Dearth, lat 34, został zgłoszony jako zaginiony w listopadzie 1993 roku, a jego miejsce pobytu pozostawało tajemnicą do stycznia 2025 roku, kiedy anonimowy informator zadzwonił do władz, wziął odpowiedzialność za zaginięcie Deartha i wskazał miejsce, gdzie znajdowały się szczątki.

Śledczy, prawdopodobnie nie dając się zwieść najgorszej anonimowej wskazówce świata, szybko zidentyfikowali Poppsa jako dzwoniącego. W maju 2025 roku znaleźli szczątki Deartha w beczce na dnie stromego nasypu autostrady, dokładnie tam, gdzie rzekomo wskazał Popps. Rzecznik policji stanowej Alaski, Austin McDaniel, powiedział Alaska Public Media, że Popps wielokrotnie przekazywał anonimowe wskazówki dotyczące Deartha organom ścigania, choć jego motywy pozostają niejasne.

Być może Popps został opanowany przez wyrzuty sumienia, a może po prostu chciał zagrać z policją w chowanego. Tak czy inaczej, śledczy czekali, aż śnieg stopnieje, aby przeszukać ciało – bo nawet na Alasce kopanie w śniegu w poszukiwaniu kilkudziesięcioletnich zwłok to sezonowa aktywność.

Ława przysięgłych w Fairbanks postawiła Poppsowi zarzuty 25 czerwca, a policja stanowa Michigan aresztowała go 16 lipca. Obecnie przebywa w areszcie bez możliwości zwolnienia za kaucją w hrabstwie Kalamazoo, oczekując na ekstradycję na Alaskę. Jeśli zostanie skazany, grozi mu od 10 do 99 lat więzienia – mnóstwo czasu, aby zastanowić się nad mądrością donoszenia na samego siebie.