Ach, odwieczna walka: czy ten starożytny gadżet w twojej szufladzie przynosi radość, czy tylko zajmuje miejsce? Nasz drogi felietonista, zawodowy zbieracz technologicznych śmieci, stanął w obliczu tego egzystencjalnego kryzysu w zeszły weekend i odgrzebał relikt: iPhone'a 4 z 2011 roku.

Ten malutki telefon był niegdyś cudem – pierwszym, który zerwał z wyłącznością AT&T, pierwszym, który przypominał nowoczesnego iPhone'a. Ale teraz, z łącznością tylko 3G (które USA uśmierciły w 2022), ospałym procesorem A8 (jesteśmy hojni) i ogromnymi 8 GB pamięci, to bardziej nostalgia niż konieczność.

Po heroicznych wysiłkach z użyciem kabla 30-pin (pamiętacie te?), nasz autor zdołał go uruchomić. Bateria trzymała ładunek przez chwalebne 15 minut. To mniej więcej tyle, ile potrzeba, by poczuć miażdżący ciężar starości.

Telefon nie mógł połączyć się z iCloud (protokoły uwierzytelniania z wczesnych lat 2010. są tak zeszłowieczne), Safari odmówiło renderowania nowoczesnych stron (zbyt wymyślne dla jego starożytnego wsparcia HTML/CSS), a App Store odpadał. Zasadniczo to cegła z ładnym designem.

Ale nie bójcie się, nadal możecie go używać jako dedykowanego iPoda, retro konsoli do gier (jeśli lubicie jailbreak) albo przycisku do papieru. To także pierwszorzędny kandydat do kosza na elektrośmieci – tylko pamiętajcie o przywróceniu ustawień fabrycznych, co, ciekawostka, trwa wieczność na tym staruszku.

Więc co jest właściwie coś warte? iPhone 5s z 2013 roku wciąż może synchronizować się z iCloud i działać na iOS 12.5.7, ale żaden operator go nie tknie (brak VoLTE). Jego wartość odsprzedaży? Ogromne 5–15 dolarów. iPhone 8 i X z 2017 roku to złoty środek: działają na iOS 16, łączą się z iCloud i współpracują z większością operatorów, osiągając na eBayu 30–60 dolarów.

Wszystko nowsze jest faktycznie użyteczne, a ceny odsprzedaży rosną (ale nieznacznie), aż dojdziecie do obecnych modeli, gdzie sprzedawcy na eBayu najwyraźniej postradali zmysły.

W końcu nasz autor żegna się z iPhone'em 4, dostarczając go do punktu recyklingu. Bo czasami, jak mawiał stary redaktor: „Musicie porzucić swoje ukochane”. A także dlatego, że dzieli go 15 minut pracy baterii od bycia przyciskiem do papieru.

Macie starą technologię, której się trzymacie? Dajcie nam znać – wszyscy jesteśmy w tym bałaganie razem.