Amerykańska Rezerwa Federalna zdecydowała w środę o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, co wygląda na narastający trend ignorowania coraz bardziej desperackich próśb prezydenta Trumpa o obniżki. Głosowanie zakończyło się wynikiem 9-3, co jest pierwszym przypadkiem od dekady, gdy trzech członków zarządu wyraziło sprzeciw – wszyscy chcieli podnieść stopy o ćwierć punktu, bo najwyraźniej niektórzy wciąż wierzą w walkę z inflacją.

Nowy szef Fed, Kevin Warsh, który zdaje się lubić dobrą kłótnię, opisał posiedzenie jako „rodzinną sprzeczkę” – co w języku banków centralnych oznacza uprzejmą różnicę zdań co do tego, czy uczynić pożyczanie pieniędzy nieco droższym. „Nie ukrywaliśmy się przed nimi. Nie baliśmy się ich” – powiedział Warsh o wielkich pytaniach, prawdopodobnie popijając winem skorygowanym o inflację.

Prezes Fed z Dallas, Lorie Logan, przewodziła trójce dysydentów, argumentując, że „inflacja jest zbyt wysoka od zbyt dawna” i że stopy powinny być nieco wyższe. Dołączyły do niej Beth Hammack i Neel Kashkari, tworząc coś, co można by nazwać frakcją „My naprawdę czytamy raporty inflacyjne”. Tymczasem Warsh uruchamia pięć nowych grup zadaniowych, by przemyśleć wszystko – od komunikacji po wpływ AI na politykę – bo nic tak nie mówi „zdecydowane działanie” jak powołanie komitetu.

Prezydent Trump, który domaga się obniżek stóp od czasu przed końcem swojej pierwszej kadencji, oszczędził Warshowi swoich zwykłych obelg, nazywając go „fantastycznym” i obwiniając innych członków zarządu o bycie „bardzo politycznymi”. Uczucie jest prawdopodobnie odwzajemnione. Fed utrzymuje teraz stopy bez zmian już piąty raz od grudnia, najwyraźniej odporny na prezydencką presję rówieśniczą.