Addisu Gobena z Etiopii, który do 2023 roku był oszczepnikiem, uznał, że przebiegnięcie 42 kilometrów to lepsze wykorzystanie czasu, i to się opłaciło. W niedzielę zwyciężył w maratonie w Sydney, bijąc rekord trasy, kończąc bieg z czasem 2 godziny, 4 minuty i 42 sekundy - ponad półtorej minuty szybciej niż poprzedni rekord na pagórkowatej trasie wzdłuż wybrzeża, która przyciągnęła 40 000 zawodników z całego świata.
21-letni Etiopczyk oderwał się od grupy prowadzącej wraz z rodakiem Chimdessą Debele Gudetą na ostatnich dwóch kilometrach, a następnie ruszył do przodu na zbiegu w stronę Sydney Opera House, wygrywając o cztery sekundy. Świętował, uderzając pięścią w powietrze, prawdopodobnie dlatego, że właśnie dowiedział się, że wszystkie te lata rzucania oszczepem przygotowały go do kariery w biegach długodystansowych, co nie zaskoczyłoby nikogo, kto widział, jak oszczepnicy biegają.
Gobena, który w zeszłym roku zajął drugie miejsce za Hailemaryamem Kirosem, powiedział przez tłumacza: "Jestem bardzo szczęśliwy. W zeszłym roku byłem drugi, wyciągnąłem wnioski z błędu, wróciłem do domu i pracowałem nad nim, aby dziś wystąpić i pobić rekord." Najwyraźniej błędem było to, że nie biegł wystarczająco szybko, a rozwiązaniem było bieganie szybciej - to zdumiewające odkrycie, które zrewolucjonizowało ten sport.
Lesotyjczyk Tebello Ramakongoana był trzeci z czasem 2:04:57, a siedmiu najlepszych zawodników, w tym Kiros, pobiło rekord Kirosa wynoszący 2:06:06, ustanowiony w zeszłorocznym wyścigu. Był to drugi rok Maratonu w Sydney jako imprezy z cyklu Major, dołączającej do elitarnego grona Nowego Jorku, Londynu, Berlina, Bostonu, Tokio i Chicago. Bo, jak wszyscy wiedzą, im więcej jest imprez Major, tym więcej okazji do pomyłek przy medalach.
W biegu kobiet Kenijka Peres Jepchirchir wcześnie oderwała się od stawki i zwyciężyła z przewagą ponad trzech minut, zdobywając czwarty tytuł w cyklu Major. Przekroczyła linię mety z czasem 2:18:31, zaledwie dziewięć sekund za wynikiem Sifan Hassan z zeszłego roku, a teraz do zwycięstw w Bostonie, Nowym Jorku i Londynie dodała Sydney. Jej rodaczka Irene Chepet Cheptai była druga z czasem 2:22:11, a Etiopka Shure Demise Ware trzecia, 22 sekundy dalej.
Impreza nie obyła się bez swojej wersji progu zwalniającego: żenującej pomyłki z medalami. Błąd projektowy spowodował, że na medalach wygrawerowano monachijską Allianz Arenę zamiast stadionu Allianz w Sydney, przedstawiając niemiecki zabytek na medalach, które miały przedstawiać ten w Sydney. Organizatorzy przyznali się do błędu, prawdopodobnie z zbiorowym facepalmem. Bo nic tak nie mówi "Sydney" jak stadion piłkarski w Bawarii.
W wyścigach na wózkach Amerykanin Daniel Romanchuk pobił rekord trasy w swoim pierwszym tytule w Maratonie w Sydney. 28-latek, który zdobył brąz na igrzyskach paraolimpijskich w Tokio w 2020 roku, nie był zagrożony, gdy wcześnie wyszedł na prowadzenie i przekroczył linię mety z czasem 1:26:50, ponad 30 sekund lepiej niż poprzedni rekord. "Nie byłem pewien, czego się spodziewać... Postanowiłem spróbować przyspieszenia i zobaczyć, jaka będzie reakcja, i po prostu zdecydowałem, że zrobię trochę miejsca, zobaczę, czy uda mi się je utrzymać, i udało mi się" - powiedział, w cytacie, który doskonale oddaje strategiczną błyskotliwość "spróbuj czegoś i miej nadzieję, że zadziała".
Brytyjczyk David Weir był drugi z czasem 1:31:33, a Chińczyk Luo Xingchuan trzeci, dwie sekundy dalej. W wyścigu kobiet na wózkach Szwajcarka Manuela Schär zwyciężyła z rekordowym czasem 1:42:04, Brytyjka Eden Rainbow-Cooper była druga, ponad pięć minut za nią, a Amerykanka Tatyana McFadden trzecia. "Nie miałam najlepszego początku sezonu. Starzeję się i jest coraz trudniej, a to naprawdę zaskakujące, i jestem naprawdę wzruszona" - powiedziała Schär, udowadniając, że nawet sportowcy bijący rekordy nie są odporni na uniwersalne doświadczenie zaskoczenia własnym sukcesem.