Rahmatalla Abdeen, 65 lat, był tak słaby, że ledwo chodził, ale wiedział, że jeśli Siły Szybkiego Wsparcia (RSF) go znajdą, zostanie zastrzelony. Przez dwa dni trzymał się z tyłu motoroweru, który przedzierał się przez terytorium opanowane przez milicję. 17 maja stał się ostatnim znanym uchodźcą, który przekroczył granicę z Sudanu do Etiopii, mając nadzieję na ponowne spotkanie z żoną i trzema córkami po 883 dniach rozłąki. Ale rozprzestrzeniający się konflikt w Sudanie stopniowo destabilizuje cały region, a Etiopia – drugi pod względem liczby ludności kraj Afryki – została w to wciągnięta. Ogromny tajny obóz szkoleniowy RSF powstał przy etiopskiej bazie wojskowej w pobliżu Asosy, zaledwie 10 mil od obozu dla uchodźców Ura, w którym przebywa 14 500 Sudańczyków, którzy uciekli przed RSF. Uchodźcy, tacy jak Khadijah Ahmed, 42 lata, pamiętają mrożącą krew w żyłach groźbę milicji: „Będziemy was śledzić, gdziekolwiek pójdziecie”. Jej synowie śpią pod łóżkami, tak jak w Chartumie. Dawud Suliman, 31 lat, stracił 25 członków rodziny w Darfurze, a teraz obawia się, że RSF sporządza listy do zabicia w Etiopii. Tymczasem premier Abiy Ahmed z łatwością wygrał kolejne wybory 21 czerwca, a eksperci ostrzegają, że jego nowa kadencja może przynieść nowe rozlewy krwi – odnowienie wojny domowej z Tigrajem, próbę zdobycia erytrejskich portów nad Morzem Czerwonym lub katastrofalną wojnę regionalną z udziałem sudańskiego wojska, separatystów z Tigraju, Erytrei i Egiptu. Dyplomaci mają nadzieję, że wzajemne gwarantowane zniszczenie utrzyma pokój, ale nie wszyscy są optymistami. Jednak trzy dni przed wyborami Etiopia uruchomiła Makatet – co w języku amharskim oznacza „włączenie” – pionierski projekt mający na celu przekształcenie jej 1,1 miliona uchodźców w aktywa społeczne i gospodarcze poprzez zapewnienie im dostępu do edukacji, opieki zdrowotnej i pracy. Barham Salih, nowy szef UNHCR i były prezydent Iraku, nazywa to najbardziej ambitną próbą rozwiązania globalnego problemu przesiedleń. „Musimy sprawić, by populacja uchodźców była bardziej samodzielna” – mówi. „Natura humanitaryzmu musi zostać przedefiniowana”. W obozie Ura mieszkańcy, tacy jak Yousif Babiker, 49 lat, który kiedyś nadzorował sprzątanie w pięciogwiazdkowym Hiltonie w Chartumie, mają nadzieję na edukację i karierę dla swoich dzieci. Córka Abdeena, Ruaa Idris, 23 lata, marzy o zostaniu ginekologiem: „Jeśli dostanę szansę, złapię ją zębami”. W regionie Gambela obóz Jewi mieści 70 000 uchodźców Nuer z Sudanu Południowego, którzy stają w obliczu ataków ze strony miejscowych i obawiają się dronów. Mimo to panuje optymizm: jedna firma produkująca mydło wyprodukowała 168 475 sztuk i zarobiła 30 000 funtów; Miriam Abdallah, 48 lat, prowadzi linię perfum; a Sowa Belle, 36 lat, planuje sieć restauracji o nazwie Mama Sowa. Zachodni politycy uważnie obserwują. Salih ostrzega: „Po prostu nie możemy odwracać wzroku, podczas gdy przesiedlenia piętrzą się rok po roku”. Dla Idris pytanie pozostaje: „Jaki jest sens bezpieczeństwa bez życia?”