Columbia House, 71-letni klub muzyczny wysylkowy, ktoremu jakos udalo sie przetrwac do 2026 roku, oglosil, ze zamyka dzialalnosc na dobre. W wiadomosci na swojej stronie internetowej firma pisze: "Po 15.09.26 The Columbia House nie bedzie juz przyjmowac nowych zamowien", choc zapewnia klientow, ze nadal moga kupowac ksiazki za karte kredytowa lub kredyty "jak zwykle". Wiadomosc jako pierwszy zauwazyl kanal YouTube Channel 33 RPM, a nastepnie opisal ja Cord Cutter News. Skontaktowalismy sie z Columbia House w celu uzyskania komentarza, ale prawdopodobnie sa zbyt zajęci pakowaniem niesprzedanych egzemplarzy *No Strings Attached* zespolu 'NSYNC, aby odpowiedziec.

Zalozony jako Columbia Record Club w 1955 roku przez wytwornie muzyczna o tej samej nazwie, Columbia House mial wysylac albumy bezposrednio do konsumentow, ktorzy nie mogli latwo dotrzec do sklepow plytowych. Umowa byla prosta: dostawales stos LP za grosze, a potem placiles pelna cene za kolejne plyty. Dzialalo to spektakularnie, osiagajac 16 milionow czlonkow w 1996 roku, czesciowo dzieki wszechobecnym reklamom telewizyjnym - w tym jednej z podkaldem muzycznym, ktory brzmi podejrzanie jak facet spiewajacy motyw z *Full House*, radosnie wywrzaskujacy o "tym, co najlepsze w rozrywce" i utrzymujacy "wysoka wartosc" firmy. (Prawie slyszysz wlosy wujka Jesse.)

Ale czasy sie zmienily, a Columbia House nie. Po kilku zmianach wlascicieli, w 2015 roku firma oglosila bankructwo i calkowicie porzucila muzyke, trzymajac sie DVD. Nigdy tez nie uciekla od reputacji podejrzanych praktyk, takich jak negatywna opcja rozliczeniowa - gdzie klienci byli obciazani oplatami, dopoki wyraznie nie zrezygnowali, co jest w zasadzie biznesowym odpowiednikiem "jesli do nas nie zadzwonisz, uznamy, ze chcesz wiecej badziewia". Teraz zapada ostatnia kurtyna. Spoczywaj w pokoju, Columbia House. Bedziesz tesknie wspominany mniej wiecej tak, jak pominiety CD.

Zegnaj i dziekujemy za wszystkie smieci.