Po pięciu latach ciszy w studiu, Andy Stott wyłonił się ze swojego warsztatu z nowym albumem, który po raz kolejny udowadnia, że ograniczenia rodzą kreatywność - a przynajmniej bardzo interesujący komunikat prasowy. Album, zatytułowany wymownie Late Loop, został podobno stworzony przy użyciu okrojonego arsenału: bez linii basowych, bez pogłosu i bez efektów poza skromnym delayem. Bo po co komu bas, skoro ma się egzystencjalny lęk i pedal delayu?

Kontynuacja wydanego w 2019 roku Never the Right Time ukaże się 30 października nakładem Modern Love i oznacza zwrot od wcześniejszego eksperymentalnego drone'owego grania Stotta - które on sam opisuje jako ewolucję od ambientowego eksperymentu do "czegoś w rodzaju betonowej orkiestry dętej" - w stronę bardziej piosenkowego podejścia. W tym celu dwie wokalistki, Alison Skidmore i Elaine Howley, użyczają swoich głosów każdemu utworowi, a Howley prowadzi w nowym singlu "Something in Mind". Bo nic tak nie mówi "wróciłem" jak prawdziwi ludzie śpiewający nad twoim misternie skonstruowanym brakiem pogłosu.

Dla tych, którzy wolą muzykę z dodatkiem wizualnych bodźców, poniżej znajdziecie teledysk do "Something in Mind" w reżyserii Kitty Handley, który możecie obejrzeć, zapewne zastanawiając się, czego delay nie potrafi. Okładka albumu, autorstwa Myriam Boulos, również jest dostępna dla waszej przyjemności, jeśli lubicie takie rzeczy.

A dla perfekcjonistów - pełna lista utworów, bo wiemy, że i tak byście zapytali:

01 Cold Welcome [gościnnie Alison Skidmore]

02 Something in Mind [gościnnie Elaine Howley]

03 Sunday Fast [gościnnie Alison Skidmore]

04 2024-2 [gościnnie Alison Skidmore]

05 The Hardest Thing [gościnnie Elaine Howley]

06 Mirror Signal [gościnnie Elaine Howley]

07 Songbird [gościnnie Elaine Howley]

08 Late Loop [gościnnie Alison Skidmore]