Wołodymyr Zełenski dał białoruskiemu przywódcy Aleksandrowi Łukaszence tydzień na demontaż rosyjskich stacji przekaźnikowych na terytorium Białorusi, ostrzegając, że jeśli tego nie zrobi, Ukraina weźmie sprawy w swoje ręce. „Jeśli on tego nie zrobi, my to zrobimy” – powiedział ukraiński prezydent, pozostawiając wszystkich w domyśle, czy chodzi o uderzenie militarne, czy po prostu bardzo stanowczo sformułowany list. Stacje, zlokalizowane w dwóch białoruskich obwodach graniczących z Ukrainą, pomagają rosyjskim siłom koordynować ataki na ukraińskich cywilów – fakt, który najwyraźniej nie przypadł do gustu Kijowowi.

Ukraina umacnia swoją północną granicę w obliczu oznak, że Władimir Putin może chcieć wciągnąć Białoruś głębiej w konflikt. Dzieje się tak po osobliwej wymianie dyplomatycznej, w której Łukaszenka przeprosił Zełenskiego za wcześniejsze uwagi i zapewnił, że Białoruś nie chce brać udziału w wojnie. Zełenski, nie pod wrażeniem, odparł: „Jaki sens ma mówienie, że nie chce być w wojnie? Niech usunie ten sprzęt, niech go wyłączy. Myślę, że tydzień mu wystarczy”. Wytknął też Łukaszence jego przemysł rafineryjny, który stał się głównym dostawcą dla rosyjskiej armii, sugerując, że białoruski przywódca mógłby łatwo to powstrzymać – gdyby tylko zechciał.

Tymczasem szef UE António Costa bronił swoich kontaktów dyplomatycznych z Kremlem, argumentując, że blok musi „słuchać” Moskwy, mimo oporu ze strony niektórych państw członkowskich. „Właśnie dlatego, że musimy wspierać Ukrainę środkami dyplomatycznymi, potrzebujemy bezpośredniego kanału dyplomatycznego z Rosją” – powiedział Costa po szczycie UE. Rosja ze swej strony oświadczyła, że jest otwarta na dialog, ale nie przyjmie ultimatum – bo nic tak nie mówi „jesteśmy otwarci na dialog” jak odmowa spełnienia żądań.

Prezydent Francji Emmanuel Macron nalegał, że Europejczycy będą przy stole podczas jakichkolwiek rozmów pokojowych na Ukrainie, podkreślając, że nie są mediatorami, ale stanowczo po stronie Ukrainy. Zauważył też, że UE musi najpierw wyjaśnić swoje stanowisko – bo nic tak nie mówi „zdecydowane działanie” jak posiedzenie komitetu. W osobnej dyplomatycznej awanturze prezydent Polski Karol Nawrocki zagroził odebraniem Zełenskiemu najwyższego odznaczenia Polski po tym, jak ukraiński prezydent zmienił nazwę jednostki wojskowej na Ukraińską Powstańczą Armię (UPA), nacjonalistyczną grupę, która dokonała masakry Polaków podczas II wojny światowej. Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha nazwał polski ruch „strategicznym błędem”, który „służy tylko Moskwie”.

Na miejscu rosyjski ostrzał zabił trzech cywilów w Kramatorsku w obwodzie donieckim, a sześć innych osób zostało rannych w dwóch atakach w pobliżu wieżowca i parkingu. Gdzie indziej francuskie władze zatrzymały mężczyznę urodzonego na Białorusi, podejrzanego o szpiegostwo na rzecz Rosji we francuskiej firmie produkującej drony. 48-latek został aresztowany 3 czerwca podczas filmowania prototypu drona – przypuszczalnie na Instagram, ale rzekomo dla rosyjskiego wywiadu.