W posunięciu, które z pewnością zdziała cuda dla stabilności politycznej, zambijski lider opozycji Brian Mundubile został oskarżony o zdradę, jak ogłosił jego prawnik w sobotę wieczorem. To po tygodniu, który obejmował śmiertelny nalot, ukrywanie się i krótki pobyt w budynku ONZ - bo nic tak nie mówi "demokracja" jak szukanie schronienia u społeczności międzynarodowej.

Mundubile, który zakwestionował wyniki wyborów prezydenckich z 13 sierpnia, w których urzędujący prezydent Hakainde Hichilema wygrał drugą kadencję z 60% głosów, został aresztowany w czwartek. Władze, nigdy nie pozwalając, by coś takiego jak należyty proces stanęło im na drodze, oskarżyły jego partię NRPUP o planowanie zbrojnego powstania. Partia, dla porządku, zaprzecza tym zarzutom.

Jego prawnik, Milner Katolo, powiedział Zambian Eye, że Mundubile faktycznie nie może się doczekać, aby odpowiedzieć na zarzuty w sądzie. Jesteśmy pewni, że tak - nic tak nie mówi "pewność siebie" jak oskarżenie o zdradę po tym, jak sztab partii został przeszukany, a były minister zabity.

W pakiecie, 17 innych osób, w tym kandydat na wiceprezydenta Mundubile'a, Makebi Zulu, również zostało oskarżonych o zdradę. Bo po co poprzestawać na jednym, skoro można oskarżyć całą świtę?

Saga zaczęła się dzień po wyborach, kiedy siły bezpieczeństwa przeszukały posesję w Lusace powiązaną z Mundubile, przejmując broń (według rządu) i zabijając byłego ministra. Mundubile i Zulu następnie schronili się w budynku ONZ, ale prezydent Hichilema najwyraźniej wywarł presję na ONZ, aby ich wydał, i zostali zatrzymani.

Co gorsza, opozycja nie mogła zakwestionować wyniku wyborów w sądzie, ponieważ władze zapieczętowały sądy w ostatnim dniu składania takich pozwów. Klasyczny ruch: jeśli nie możesz wygrać argumentu, po prostu zamknij budynek sądu.

Hichilema ma zostać zaprzysiężony na drugą kadencję 1 września. Tymczasem Komisja Praw Człowieka Zambii wzywa do pociągnięcia do odpowiedzialności za los osób, które zaginęły po aresztowaniach i operacjach bezpieczeństwa. Bo przejrzystość to zawsze miły akcent.

Owszem, regionalni i międzynarodowi obserwatorzy nazwali dzień wyborów w dużej mierze pokojowym, ale następstwa były wszystkim, tylko nie tym. Miejmy nadzieję, że wszyscy zaangażowani pamiętają, że demokracja polega na tym, no wiecie, na nieoskarżaniu rywali politycznych o zdradę.