Paryski sędzia dał zielone światło na nocne testy dopingowe lidera Tour de France, Tadeja Pogacara, i jego najbliższego rywala, Jonasa Vingegaarda, bo najwyraźniej sen jest przereklamowany. Testy odbyły się wczesnym rankiem w niedzielę, przy czym Vingegaard dostał pobudkę o 2 w nocy, a Pogacar został obudzony o stosunkowo luksusowej 5 rano.

Paryska prokuratura potwierdziła w poniedziałek, że Międzynarodowa Agencja Testowania (ITA) złożyła petycję do „paryskiego sędziego specjalizującego się w sprawach wolności i zatrzymań” o zezwolenie na testy, które przeprowadzono między 18 a 19 lipca. Bo nic tak nie symbolizuje wolności jak niespodziewana igła o 2 w nocy.

Pogacar określił test Vingegaarda o 2 w nocy jako „nieludzki” i zasugerował, że zrujnował sen rywala, co mogło przyczynić się do kraksy, w której Pogacar złamał obojczyk i musiał wycofać się z Touru. Sam Vingegaard zauważył: „Spałem bardzo dobrze. Dobrze, że testują, ale kiedy wpływa to na wydajność i sen, nie sądzę, żeby to było takie dobre.”

Zgodnie z przepisami UCI, nocne testy między 23:00 a 6:00 wymagają „poważnych i konkretnych podejrzeń” o doping. ITA, która przejęła program antydopingowy UCI w 2021 roku, przyznała, że testy są uciążliwe, ale nalegała, że są niezbędne dla „integralności wyścigów kolarskich.”

Kolarze i personel drużyn powszechnie potępili termin. Remco Evenepoel i Matteo Jorgenson nazwali to „całkowitym brakiem szacunku.” Tymczasem nawet pięć drużyn – w tym UAE Team Emirates XRG Pogacara i Visma Lease-a-bike Vingegaarda – podobno doświadczyło nocnych testów podczas tego Touru.

Nocne testy celują w mikrodawkowanie środków poprawiających wydajność, takich jak EPO i testosteron. Jonathan Vaughters, były kolega z drużyny Lance'a Armstronga, bronił tej praktyki: „Gdyby UCI testowało nas w 2001 roku o 2 w nocy? Wszyscy zostalibyśmy zawieszeni i oszczędzilibyśmy sportowi 25 lat dram.”

Tour kończy się w niedzielę, ale wyniki testów mogą nigdy nie ujrzeć światła dziennego, chyba że ktoś obleje.