W ruchu, który Fidesz nazywa bezprecedensowym od upadku komunizmu, węgierscy prokuratorzy przeszukali serwery partii, przejmując 'cały system komunikacji i bazy danych'. Partia, kierowana przez byłego premiera Viktora Orbána, na Facebooku obwiniła 'tyranię' nowego rządu premiera Pétera Magyara. 'Plan partii Tisza, by wyeliminować Fidesz, a wraz z nim opór wobec tyranii środkami politycznymi, nie powiódł się' – głosiło oświadczenie, z melodramatem telenowelowego złoczyńcy, który właśnie stracił wąsy. 'Dlatego partia Tisza próbuje teraz unieszkodliwić Fidesz prawnie.'

Premier Magyar w oświadczeniu na swoim Facebooku zachował spokój: 'Czekamy na informacje, jaką sprawę badają i co zostało przejęte.' Reuters podaje, że prokuratorzy z Bács-Kiskun powiedzieli portalowi 24.hu, że przeszukanie jest związane z dochodzeniem w sprawie rzekomego 'sprzeniewierzenia i innych przestępstw' w Narodowym Funduszu Kultury (NKA). Wcześniej w tym roku wszczęto postępowanie karne wobec kilku obecnych i byłych urzędników w związku z decyzjami NKA o dotacjach o wartości ponad 17 miliardów forintów (53,91 miliona dolarów). Osoby zamieszane zaprzeczają winie, twierdząc, że NKA przekazywała miliardy artystom powiązanym z Fideszem w nieprzejrzystym procesie, co brzmi mniej jak dotacja, a bardziej jak program lojalnościowy.

Francuska skrajnie prawicowa liderka Marine Le Pen potępiła przeszukanie, pisząc na X: 'Naruszenia praworządności mnożą się na Węgrzech za błogosławieństwem tych, którzy myślą, że są w „obozie dobra”.' Bo nic tak nie mówi 'praworządność' jak bronienie partii, która spędziła lata na jej demontażu. Wciąż czekamy na stanowisko Prokuratury Węgierskiej – zakładając, że nie są zbyt zajęci przejmowaniem baz danych.