Dwie osoby nie żyją, a dziesiątki są ranne – w tym dzieci – po tym, jak Rosja zafundowała Ukrainie kolejną 'masową falę' uderzeń, bo najwyraźniej trzydniowe zawieszenie broni było tylko krótką przerwą przed bisem.
Premier Ukrainy Julia Swyrydenko opisała to jako 'szczególnie trudną noc dla Kijowa', gdzie ratownicy przeszukują gruzy budynku mieszkalnego, który stanął na drodze połączonego ataku rakietowo-dronowego. Mer Witalij Kłyczko poinformował o co najmniej 40 rannych, w tym dwojgu dzieci, a 31 osób zajmuje łóżka szpitalne, wolałyby nie zajmować.
To trzeci z rzędu dzień, w którym Ukraina powiększa swój ponury bilans ofiar, po wygaśnięciu wynegocjowanego przez USA zawieszenia broni w poniedziałek, które wszyscy najwyraźniej postanowili zignorować. Prezydent Wołodymyr Zełenski ujawnił, że nocny ostrzał obejmował ponad 670 dronów i 56 rakiet – jeden z największych ataków od początku pełnoskalowej inwazji w 2022 roku. Bo po co poprzestawać na 'masowym', skoro można celować w 'historyczny'?
W stolicy w czwartek rano rozpoczęła się akcja poszukiwawczo-ratownicza w dziewięciopiętrowym bloku, który teraz ma koncepcję otwartej przestrzeni, o którą nie prosił. Kłyczko, który odwiedził miejsce, naliczył 18 zniszczonych mieszkań i zauważył, że atak pozwolił sobie również na zakłócenie dostaw wody w mieście. Zełenski powiedział, że do tej pory uratowano dziesiątki osób, podczas gdy inne budynki mieszkalne, szkoła, klinika weterynaryjna i różna infrastruktura również otrzymały nieproszone remonty.
Drony nie ograniczyły się do Kijowa; regiony takie jak Krzemieńczuk, Biała Cerkiew, Charków, Sumy i Odessa również otrzymały rosyjskie 'specjalne traktowanie'. Swyrydenko napisała w mediach społecznościowych, przypominając wszystkim: 'Ukraina potrzebuje pomocy we wzmocnieniu swojej obrony powietrznej. To jedyny sposób, by ocalić naszych ludzi i nasze miasta.' Subtelne jak uderzenie rakietowe.
Minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha nazwał atak 'barbarzyńskim' i zauważył, że zbiegł się on z kluczowym szczytem między prezydentem USA Donaldem Trumpem a Xi Jinpingiem z Chin – bo nic tak nie sprzyja 'negocjacjom pokojowym' jak ostrzał rakietowy bloku mieszkalnego. 'Jestem pewien, że przywódcy Stanów Zjednoczonych i Chin mają wystarczający wpływ na Moskwę, by powiedzieć Putinowi, żeby wreszcie zakończył wojnę' – powiedział, zapewne z kamienną twarzą.
Ataki wznowiono we wtorek po wygaśnięciu zawieszenia broni, zabijając dziewięć osób. Środa przyniosła kolejne 892 drony i sześć ofiar śmiertelnych. Do czwartku rano Zełenski doliczył się ponad 1560 rosyjskich dronów atakujących ukraińskie miasta od wtorkowego wieczora. 'Zdecydowanie nie są to działania tych, którzy wierzą, że wojna dobiega końca' – zauważył z mistrzowskim niedopowiedzeniem, apelując do sojuszników, by nie milczeli.
W niepowiązanych wieściach, które jakoś wydają się powiązane, sąd w Kijowie nakazał 60-dniowy areszt tymczasowy dla byłej prawej ręki Zełenskiego, Andrija Jermaka, w związku z aferą korupcyjną dotyczącą luksusowej inwestycji budowlanej wartej 7,5 miliona funtów pod Kijowem. Może wyjść za kaucją w wysokości 2,35 miliona funtów z elektroniczną opaską – jeśli uda mu się znaleźć taką gotówkę 'wśród przyjaciół i znajomych', bo twierdzi, że jej nie ma. Jego prawnik nazywa zarzuty 'bezpodstawnymi'. Jermak zapewnia, że zostaje na Ukrainie i 'nie ma nic do ukrycia', co jest dokładnie tym, co powiedziałby ktoś, kto ma coś do ukrycia.