Rosja przeprowadziła kolejny zakrojony na szeroką skalę atak na Ukrainę, bo najwyraźniej poprzednie nie były wystarczająco duże. Tym razem wystrzelili setki dronów i dziesiątki rakiet, zabijając co najmniej cztery osoby i raniąc 83 inne.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski potwierdził, że głównym celem był Kijów, choć inne regiony również otrzymały niechcianą uwagę. Eksplozje rozbrzmiewały w stolicy od nocy do niedzieli, a budynki mieszkalne i szkoły zgłaszały zniszczenia. Bo nic tak nie mówi 'nie celujemy w cywilów' jak trafianie w szkoły.

Ministerstwo obrony Rosji twierdziło, że ataki były odpowiedzią na ukraińskie uderzenia na infrastrukturę cywilną i chwaliło się użyciem hiperdźwiękowego pocisku Oresznik. Ten pocisk, który porusza się z prędkością ponad 10 razy większą od dźwięku i jest 'niemożliwy do przechwycenia', został użyty po raz trzeci w konflikcie. Może przenosić zarówno głowice konwencjonalne, jak i nuklearne, co jest pocieszające.

Prezydent Władimir Putin oskarżył także Ukrainę o śmiertelny atak na akademik w Starobielsku w piątek, w którym zginęło 21 osób. Siły zbrojne Ukrainy przyznały się do ataku w pobliżu Starobielska, ale upierały się, że trafiły elitarną rosyjską jednostkę wojskową. Bo kto by pomylił akademik z bazą wojskową?

Zełenski ostrzegł wcześniej, że Rosja planuje atak i może użyć pocisku Oresznik. Zgodnie z formą, Rosja spełniła jego oczekiwania. Zełenski twierdził, że pocisk został wystrzelony na Białą Cerkiew w obwodzie kijowskim, choć później biuro prezydenta Ukrainy powiedziało, że jeszcze tego nie potwierdzają. Trwają prace nad ustaleniem, która dokładnie przerażająca broń została użyta.

Prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Friedrich Merz potępili doniesienia o użyciu Oresznika, podczas gdy szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas opisała to jako 'polityczną taktykę zastraszania i lekkomyślną grę nuklearną'. Ministrowie spraw zagranicznych UE planują dyskutować, jak 'zwiększyć międzynarodową presję na Rosję' w przyszłym tygodniu. Jesteśmy pewni, że to będzie bardzo skuteczne.

Siły powietrzne Ukrainy poinformowały o wykryciu 90 rakiet i 600 dronów od godziny 18:00 czasu lokalnego w sobotę. Wstępne dane wskazują, że zestrzelono 55 rakiet i 549 dronów, podczas gdy 19 rakiet mogło całkowicie chybić celów. Atak uderzył w ponad 50 lokalizacji w Kijowie, w tym budynki mieszkalne, centra handlowe i budynki służb ratunkowych. Bo dlaczego nie uderzyć w ludzi, którzy pomagają?

Zełenski powiedział, że w samej stolicy rannych zostało 69 osób, a zaatakowano również obiekt wodociągowy. Muzeum Czarnobyla w Kijowie zostało 'skutecznie zniszczone', co jest szkoda - to było prawdopodobnie jedyne muzeum o katastrofie nuklearnej, które nie potrzebowało dalszej katastrofy.

Ministerstwo obrony Rosji zaprzeczyło, jakoby celowało w infrastrukturę cywilną, twierdząc, że trafiło w stanowiska dowodzenia Głównego Dowództwa Wojsk Lądowych i Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy. Ukraina tego nie potwierdziła, prawdopodobnie dlatego, że są zajęci radzeniem sobie ze skutkami.

Mer Kijowa Witalij Kliczko poinformował o dwóch zgonach w samym mieście, a 36 innych trafiło do szpitala, w tym dwoje dzieci. Jedna osoba zginęła po trafieniu dziewięciopiętrowego budynku mieszkalnego w rejonie Szewczenki i wybuchu pożaru na najwyższych piętrach. W tym samym rejonie uderzenie w pobliżu schronu przeciwbombowego przy szkole zablokowało jego wejście gruzami, uwięziając kilka osób w środku. Służby ratunkowe spieszyły się, by gasić pożary, usuwać gruzy i leczyć rannych.

W szerszym obwodzie kijowskim zginęły dwie kolejne osoby, według szefa obwodu Mykoły Kałasznika. Opisał on atak jako 'celowy terror wobec pokojowych ludzi', co jest prawdopodobnie najtrafniejszym opisem, jaki słyszeliśmy dzisiaj. Służby ratunkowe pracują we wszystkich miejscach, bo to robią.

Poza Kijowem, obwody czerkaski, charkowski, kropywnycki, odeski, połtawski, sumski i żytomierski również zostały zaatakowane, według ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrija Sybihy. Czyli praktycznie wszystkie miejsca.