Katastrofa małego samolotu w Minnesocie w sobotę pochłonęła życie ustawodawcy stanowego z Dakoty Północnej i pilota, bo najwyraźniej wszechświat uznał, że zwykły start potrzebuje dramatycznego zwrotu akcji. Samolot Beech F33A rozbił się tuż po starcie z lotniska Crystal na północ od Minneapolis o 11:51, uderzając w ziemię i stając w płomieniach w parku w Brooklyn Park – dowodząc, że nawet parki nie są bezpieczne przed wypadkami lotniczymi.
Liz Conmy, ustawodawczyni stanowa z Fargo w Dakocie Północnej i członkini Partii Demokratyczno-Niepartyjnej Ligi, znalazła się wśród ofiar, co potwierdził jej kolega, senator stanowy Tim Mathern, dla Star Tribune. Partia na X wyraziła żal, nazywając Conmy orędowniczką edukacji publicznej, środowiska i przejrzystości – stratę, którą opisali jako „całkowicie załamani i zdruzgotani”, co jest chyba tak surowym wyrazem żałoby w mediach społecznościowych, jak to tylko możliwe.
Inspektor policji w Brooklyn Park, Matt Rabe, poinformował, że samolot rozbił się wkrótce po starcie, i odmówił podania liczby osób na pokładzie, choć Federalna Administracja Lotnictwa potwierdziła dwie. Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu bada teraz wrak, bo nic tak nie mówi „dokładne śledztwo” jak przybycie po ugaszeniu pożaru.