To, co można opisać jedynie jako wtorek w Canberze, przyniosło w czasie pytań więcej dramatu niż finał reality show. Phil Thompson został pierwszym posłem od prawie pięciu lat zawieszonym w Izbie, po trzykrotnej odmowie wycofania stwierdzenia, że rząd Albanese’a to „kłamcy”. Mówca Milton Dick, najwyraźniej zmęczony grami, „wskazał” go i zarządził głosowanie nad zawieszeniem. Wcześniej poseł Liberalny Ben Small został wyrzucony na całe trzy godziny – kara zauważalnie dłuższa niż standardowa jednogodzinna przerwa za odzywanie się do mówcy. Koalicja spędziła dzień malując scenariusze zagłady dotyczące budżetu i zmian w podatku od zysków kapitałowych, podczas gdy premier Anthony Albanese powiedział shadow treasurer Angusowi Taylorowi, żeby uważał na plecy, bo najwyraźniej następny lider Liberalów jest „tuż za tobą”. Premier uniknął też pytania Zielonych o to, czy lobbyści gazowi uczestniczyli w laborzystowskiej zbiórce funduszy w nocy budżetowej, przyjmując pytanie mimo informacji, że nie jest dozwolone, a następnie nie odpowiadając na nie.

Tymczasem pierwszy australijski komisarz ds. antykorupcji, Paul Brereton, zrezygnował po prawie trzech latach, twierdząc, że krytyka dotycząca potencjalnych konfliktów interesów „odwraca uwagę od głównego celu komisji, jakim jest wzmacnianie integralności”. Nastąpiło to po tym, jak NACC został ostro skrytykowany za pierwotną decyzję o nieprowadzeniu śledztwa w sprawie sześciu osób skierowanych przez komisję królewską ds. robodebt, decyzję uznaną później za „dotkniętą stronniczością” po tym, jak Brereton nie wyłączył się mimo postrzeganego konfliktu. Jego ostatni dzień to 6 lipca.

Tymczasem ostatnie australijskie kobiety i dzieci uwięzione w obozie detencyjnym al-Roj w północno-wschodniej Syrii podobno wracają do domu. Grupa obejmuje siedem kobiet i 14 dzieci, wszystkich obywateli australijskich, którzy kupili bilety lotnicze. Są to żony, wdowy i dzieci uwięzionych lub zmarłych bojowników Państwa Islamskiego, niektóre przetrzymywane w obozie od ponad sześciu lat. Niektóre kobiety mogą po wylądowaniu stanąć w obliczu zarzutów związanych z terroryzmem, choć wiele twierdzi, że zostały zmuszone lub oszukane, by wjechać do Syrii. Minister spraw wewnętrznych Tony Burke oświadczył, że rząd „nie repatriuje ani nie udzieli pomocy tej grupie”, ale zauważył, że operacje AFP trwają od 2015 roku, a agencje są gotowe, jeśli zdecydują się wrócić.